antychryst

Jak postrzegamy Boga....
Awatar użytkownika
InChrist
Posty: 1781
Rejestracja: 02 cze 2012, 10:12
wyznanie: Kościół Zielonoświątkowy
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: InChrist » 16 wrz 2013, 20:13

W pierwszym wieku chrześcijaństwa wszystko było jakieś proste aby wierzyć, owszem były zwiedzenia również, ale był moim zdaniem wyraźniejszy kontrast po między nauką samych apostołów a np. nauką gnostyków i innych... kościół dziś poszalał i nie ma komu skorygować nierzetelnych informacji i fałszywego nauczania. Owszem mamy zapisane słowo w Biblii ale to co zapisane to podobnie jak Stary Testament tylko litera, którą się manipuluje i różnie interpretuje... litera wiemy zabija a tylko Duch ożywia. No oczywiście że na szczęście mamy Ducha Świętego. I mam nadzieję, że jeszcze nie zszedł On z pola, że nie mamy obecnie na ziemi jedynie antychrystów wielu. Uświadamiam sobie ostatnio jak ważne jest napełnianie Duchem Świętym przez hymny, pieśni pochwalne jak zachęcał apostoł Paweł w liście do Efezjan. Tylko różnica pomiędzy tamtymi czasami apostolskimi a dzisiejszymi prawdopodobnie ostatecznymi jest taka, że zbyt rzadko się zgromadzamy jedynie dwa razy w tygodniu na zaledwie dwie godzinki i to często nie całe... podczas gdy ponad 2000 lat temu zgromadzano się codziennie i codziennie spożywali pamiątkę Wieczerzy Pańskiej. A dziś jak przeciętny chrześcijanin ma wytrwać w Chrystusie? A co dopiero gdy przyjdzie czas ucisku, bo jaką mamy pewność, że Pan nas zabierze przed wielkim uciskiem? W końcu to tylko interpretacje biblii, że przed uciskiem czy w czasie ucisku Pan przyjdzie, ale przecież nie znamy przecież dnia ani godziny, Pan przyjdzie jak złodziej w nocy. Mamy być zawsze gotowi. Chodzi mi o to jak sobie radzicie wsrod wielu interpretacji i doktryn nie tylko roznych kosciolow i wyznan ale wsrod samych chrzescijan jednej denominacji jednego nawet kosciola lokalnie. Jak sobie z tym radzicie? Czy nie przeraza was czas czasem ta ilosc interpretacji? Przeciez pierwszy kosciol potrafil byc bardziej jednomyslny, poza wyjatkami koryntian cielesnych dzielacych sie na apollosowych czy galacjan ktorzy zaczeli duchem a na ciele chcieli konczyc. A co gdy Antychryst jakas charyzmatyczna jednostka szatanska sie objawi to co wtedy czy jesli Pan nas pozostawi jeszcze zanim przyjdzie po kosciol, to czy sie ostaniemy? Tak czy inaczej czy w ogole wytrwamy do konca bez wzgledu na to czy Pan przyjdzie przed ucieskim czy w czasie ucisku.


I am a happy man because I am in Christ!
Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo jestem w Chrystusie!
Klangman
Posty: 2418
Rejestracja: 26 maja 2013, 18:37
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Klangman » 16 wrz 2013, 21:51

InChrist pisze:W pierwszym wieku chrześcijaństwa wszystko było jakieś proste aby wierzyć, owszem były zwiedzenia również, ale był moim zdaniem wyraźniejszy kontrast po między nauką samych apostołów a np. nauką gnostyków i innych... kościół dziś poszalał i nie ma komu skorygować nierzetelnych informacji i fałszywego nauczania. Owszem mamy zapisane słowo w Biblii ale to co zapisane to podobnie jak Stary Testament tylko litera, którą się manipuluje i różnie interpretuje... litera wiemy zabija a tylko Duch ożywia. No oczywiście że na szczęście mamy Ducha Świętego. I mam nadzieję, że jeszcze nie zszedł On z pola, że nie mamy obecnie na ziemi jedynie antychrystów wielu. Uświadamiam sobie ostatnio jak ważne jest napełnianie Duchem Świętym przez hymny, pieśni pochwalne jak zachęcał apostoł Paweł w liście do Efezjan. Tylko różnica pomiędzy tamtymi czasami apostolskimi a dzisiejszymi prawdopodobnie ostatecznymi jest taka, że zbyt rzadko się zgromadzamy jedynie dwa razy w tygodniu na zaledwie dwie godzinki i to często nie całe... podczas gdy ponad 2000 lat temu zgromadzano się codziennie i codziennie spożywali pamiątkę Wieczerzy Pańskiej. A dziś jak przeciętny chrześcijanin ma wytrwać w Chrystusie? A co dopiero gdy przyjdzie czas ucisku, bo jaką mamy pewność, że Pan nas zabierze przed wielkim uciskiem? W końcu to tylko interpretacje biblii, że przed uciskiem czy w czasie ucisku Pan przyjdzie, ale przecież nie znamy przecież dnia ani godziny, Pan przyjdzie jak złodziej w nocy. Mamy być zawsze gotowi. Chodzi mi o to jak sobie radzicie wsrod wielu interpretacji i doktryn nie tylko roznych kosciolow i wyznan ale wsrod samych chrzescijan jednej denominacji jednego nawet kosciola lokalnie. Jak sobie z tym radzicie? Czy nie przeraza was czas czasem ta ilosc interpretacji? Przeciez pierwszy kosciol potrafil byc bardziej jednomyslny, poza wyjatkami koryntian cielesnych dzielacych sie na apollosowych czy galacjan ktorzy zaczeli duchem a na ciele chcieli konczyc. A co gdy Antychryst jakas charyzmatyczna jednostka szatanska sie objawi to co wtedy czy jesli Pan nas pozostawi jeszcze zanim przyjdzie po kosciol, to czy sie ostaniemy? Tak czy inaczej czy w ogole wytrwamy do konca bez wzgledu na to czy Pan przyjdzie przed ucieskim czy w czasie ucisku.


Nie wiem czy Ciebie to przekona ale ja staram się widzieć Boga w każdym człowieku i wierzę, że to mnie uratuje. Po prostu całym sobą chciałbym potrafić miłować nawet swoich nieprzyjaciół. Może to w pewnym sensie podkreślanie uczynkowości no ale skoro mam fundament - wierzę w Jezusa - to chyba taka jest naturalna droga, by starać się postępować tak jak tego nauczał Jezus (na tyle na ile jestem do tego zdolny). W ten sposób rozumiem Jego jako Drogę, Prawdę i Życie. Jako wzór do naśladowania. By wytrwać w pełnym poświęcenia życiu trzeba wierzyć w sens tego. Wówczas można dojść do prostego wniosku, że sensem jest Jezus (jako wzór doskonałej miłości).


Awatar użytkownika
InChrist
Posty: 1781
Rejestracja: 02 cze 2012, 10:12
wyznanie: Kościół Zielonoświątkowy
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: InChrist » 16 wrz 2013, 22:16

Klangman pisze:
InChrist pisze:W pierwszym wieku chrześcijaństwa wszystko było jakieś proste aby wierzyć, owszem były zwiedzenia również, ale był moim zdaniem wyraźniejszy kontrast po między nauką samych apostołów a np. nauką gnostyków i innych... kościół dziś poszalał i nie ma komu skorygować nierzetelnych informacji i fałszywego nauczania. Owszem mamy zapisane słowo w Biblii ale to co zapisane to podobnie jak Stary Testament tylko litera, którą się manipuluje i różnie interpretuje... litera wiemy zabija a tylko Duch ożywia. No oczywiście że na szczęście mamy Ducha Świętego. I mam nadzieję, że jeszcze nie zszedł On z pola, że nie mamy obecnie na ziemi jedynie antychrystów wielu. Uświadamiam sobie ostatnio jak ważne jest napełnianie Duchem Świętym przez hymny, pieśni pochwalne jak zachęcał apostoł Paweł w liście do Efezjan. Tylko różnica pomiędzy tamtymi czasami apostolskimi a dzisiejszymi prawdopodobnie ostatecznymi jest taka, że zbyt rzadko się zgromadzamy jedynie dwa razy w tygodniu na zaledwie dwie godzinki i to często nie całe... podczas gdy ponad 2000 lat temu zgromadzano się codziennie i codziennie spożywali pamiątkę Wieczerzy Pańskiej. A dziś jak przeciętny chrześcijanin ma wytrwać w Chrystusie? A co dopiero gdy przyjdzie czas ucisku, bo jaką mamy pewność, że Pan nas zabierze przed wielkim uciskiem? W końcu to tylko interpretacje biblii, że przed uciskiem czy w czasie ucisku Pan przyjdzie, ale przecież nie znamy przecież dnia ani godziny, Pan przyjdzie jak złodziej w nocy. Mamy być zawsze gotowi. Chodzi mi o to jak sobie radzicie wsrod wielu interpretacji i doktryn nie tylko roznych kosciolow i wyznan ale wsrod samych chrzescijan jednej denominacji jednego nawet kosciola lokalnie. Jak sobie z tym radzicie? Czy nie przeraza was czas czasem ta ilosc interpretacji? Przeciez pierwszy kosciol potrafil byc bardziej jednomyslny, poza wyjatkami koryntian cielesnych dzielacych sie na apollosowych czy galacjan ktorzy zaczeli duchem a na ciele chcieli konczyc. A co gdy Antychryst jakas charyzmatyczna jednostka szatanska sie objawi to co wtedy czy jesli Pan nas pozostawi jeszcze zanim przyjdzie po kosciol, to czy sie ostaniemy? Tak czy inaczej czy w ogole wytrwamy do konca bez wzgledu na to czy Pan przyjdzie przed ucieskim czy w czasie ucisku.


Nie wiem czy Ciebie to przekona ale ja staram się widzieć Boga w każdym człowieku i wierzę, że to mnie uratuje. Po prostu całym sobą chciałbym potrafić miłować nawet swoich nieprzyjaciół. Może to w pewnym sensie podkreślanie uczynkowości no ale skoro mam fundament - wierzę w Jezusa - to chyba taka jest naturalna droga, by starać się postępować tak jak tego nauczał Jezus (na tyle na ile jestem do tego zdolny). W ten sposób rozumiem Jego jako Drogę, Prawdę i Życie. Jako wzór do naśladowania. By wytrwać w pełnym poświęcenia życiu trzeba wierzyć w sens tego. Wówczas można dojść do prostego wniosku, że sensem jest Jezus (jako wzór doskonałej miłości).

Nie no dobrze piszesz, jaka znów uczynkowość? Toż to świadectwo życia i owoc Ducha Św. gdy naśladujemy Jezusa. :)
Właśnie naprowadziłeś na istotny klucz w problemach porozumienia się po między chrześcijanami w różnych interpretacjach, mianowicie że jeśli zbytnio sprawia nam kłopot kwestia doktryn i różnych interpretacji biblii, to może jednak ograniczyć się do skoncentrowania na tekstach samej ewangelii (mamy je 4) w Nowym Testamencie o życiu i nauczaniu Jezusa! Gdy będziemy postępować jak On mówił to chyba będzie najbezpieczniejsze, no i owszem w listach Pawła też znajdziemy podobne treści... a tych co nadal będą wywoływać rozłamy Juda o nich pisze, że nie mają Ducha. A my z kolei mamy budować siebie samych w oparciu o najświętszą wiarę naszą i modlić się w Duchu Świętym (Judy 19-20). A owocnemu chrześcijaninowi mającemu Ducha Świętego powinno wystarczyć to co Jezus powiedział choćby w kazaniu na górze i też można wydawać owoce Ducha Świętego a wówczas nie straszne byłyby nam czasy antychrysta w razie jakby się pojawił przed pochwyceniem kościoła, wówczas wytrwamy. :)


I am a happy man because I am in Christ!

Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo jestem w Chrystusie!
Klangman
Posty: 2418
Rejestracja: 26 maja 2013, 18:37
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Klangman » 16 wrz 2013, 22:24

InChrist pisze:
Klangman pisze:
InChrist pisze:W pierwszym wieku chrześcijaństwa wszystko było jakieś proste aby wierzyć, owszem były zwiedzenia również, ale był moim zdaniem wyraźniejszy kontrast po między nauką samych apostołów a np. nauką gnostyków i innych... kościół dziś poszalał i nie ma komu skorygować nierzetelnych informacji i fałszywego nauczania. Owszem mamy zapisane słowo w Biblii ale to co zapisane to podobnie jak Stary Testament tylko litera, którą się manipuluje i różnie interpretuje... litera wiemy zabija a tylko Duch ożywia. No oczywiście że na szczęście mamy Ducha Świętego. I mam nadzieję, że jeszcze nie zszedł On z pola, że nie mamy obecnie na ziemi jedynie antychrystów wielu. Uświadamiam sobie ostatnio jak ważne jest napełnianie Duchem Świętym przez hymny, pieśni pochwalne jak zachęcał apostoł Paweł w liście do Efezjan. Tylko różnica pomiędzy tamtymi czasami apostolskimi a dzisiejszymi prawdopodobnie ostatecznymi jest taka, że zbyt rzadko się zgromadzamy jedynie dwa razy w tygodniu na zaledwie dwie godzinki i to często nie całe... podczas gdy ponad 2000 lat temu zgromadzano się codziennie i codziennie spożywali pamiątkę Wieczerzy Pańskiej. A dziś jak przeciętny chrześcijanin ma wytrwać w Chrystusie? A co dopiero gdy przyjdzie czas ucisku, bo jaką mamy pewność, że Pan nas zabierze przed wielkim uciskiem? W końcu to tylko interpretacje biblii, że przed uciskiem czy w czasie ucisku Pan przyjdzie, ale przecież nie znamy przecież dnia ani godziny, Pan przyjdzie jak złodziej w nocy. Mamy być zawsze gotowi. Chodzi mi o to jak sobie radzicie wsrod wielu interpretacji i doktryn nie tylko roznych kosciolow i wyznan ale wsrod samych chrzescijan jednej denominacji jednego nawet kosciola lokalnie. Jak sobie z tym radzicie? Czy nie przeraza was czas czasem ta ilosc interpretacji? Przeciez pierwszy kosciol potrafil byc bardziej jednomyslny, poza wyjatkami koryntian cielesnych dzielacych sie na apollosowych czy galacjan ktorzy zaczeli duchem a na ciele chcieli konczyc. A co gdy Antychryst jakas charyzmatyczna jednostka szatanska sie objawi to co wtedy czy jesli Pan nas pozostawi jeszcze zanim przyjdzie po kosciol, to czy sie ostaniemy? Tak czy inaczej czy w ogole wytrwamy do konca bez wzgledu na to czy Pan przyjdzie przed ucieskim czy w czasie ucisku.


Nie wiem czy Ciebie to przekona ale ja staram się widzieć Boga w każdym człowieku i wierzę, że to mnie uratuje. Po prostu całym sobą chciałbym potrafić miłować nawet swoich nieprzyjaciół. Może to w pewnym sensie podkreślanie uczynkowości no ale skoro mam fundament - wierzę w Jezusa - to chyba taka jest naturalna droga, by starać się postępować tak jak tego nauczał Jezus (na tyle na ile jestem do tego zdolny). W ten sposób rozumiem Jego jako Drogę, Prawdę i Życie. Jako wzór do naśladowania. By wytrwać w pełnym poświęcenia życiu trzeba wierzyć w sens tego. Wówczas można dojść do prostego wniosku, że sensem jest Jezus (jako wzór doskonałej miłości).

Nie no dobrze piszesz, jaka znów uczynkowość? Toż to świadectwo życia i owoc Ducha Św. gdy naśladujemy Jezusa. :)
Właśnie naprowadziłeś na istotny klucz w problemach porozumienia się po między chrześcijanami w różnych interpretacjach, mianowicie że jeśli zbytnio sprawia nam kłopot kwestia doktryn i różnych interpretacji biblii, to może jednak ograniczyć się do skoncentrowania na tekstach samej ewangelii (mamy je 4) w Nowym Testamencie o życiu i nauczaniu Jezusa! Gdy będziemy postępować jak On mówił to chyba będzie najbezpieczniejsze, no i owszem w listach Pawła też znajdziemy podobne treści... a tych co nadal będą wywoływać rozłamy Juda o nich pisze, że nie mają Ducha. A my z kolei mamy budować siebie samych w oparciu o najświętszą wiarę naszą i modlić się w Duchu Świętym (Judy 19-20). A owocnemu chrześcijaninowi mającemu Ducha Świętego powinno wystarczyć to co Jezus powiedział choćby w kazaniu na górze i też można wydawać owoce Ducha Świętego a wówczas nie straszne byłyby nam czasy antychrysta w razie jakby się pojawił przed pochwyceniem kościoła, wówczas wytrwamy. :)


Trafiłeś w sedno :) Właśnie kazanie na górze jest (moim zdaniem) najdoskonalszą wskazówką. Przyznam się (i może to być takie jakby mini świadectwo), że jak byłem mały i słyszałem w Kościele "(...) błogosławieni cisi (...)" to byłem przekonany, że słowo "cisi" oznacza jakiś naród albo plemię :D Stosunkowo niedawno (jak zacząłem samodzielnie czytać Pismo) przypomniałem sobie o tym dziecięcym dziwnym rozumieniu i uznałem, że coś w tym jest.


Awatar użytkownika
InChrist
Posty: 1781
Rejestracja: 02 cze 2012, 10:12
wyznanie: Kościół Zielonoświątkowy
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: InChrist » 17 wrz 2013, 12:49

Podobno Franciszek z Asyżu zwany przez niektórych świętym, posiadał jedynie Ewangelie Mateusza a jednak wystarczyło mu tu aby żyć ewangelią udzielając praktycznie współczucia ubogim głosząc im ewangelię o Jezusie. :)


I am a happy man because I am in Christ!

Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo jestem w Chrystusie!
ul
Posty: 134
Rejestracja: 22 lut 2013, 18:24
wyznanie: Brak_denominacji
O mnie: opłotki
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: ul » 18 wrz 2013, 13:30

fajnie ,ze cokolwiek posiadał :)
wtedy książki były drogie :-x
on zaś oddawał majątek ubogim :-?
wiec może miał ewangelię :-?
w pamięci :!:


Klangman
Posty: 2418
Rejestracja: 26 maja 2013, 18:37
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Klangman » 18 wrz 2013, 20:23

InChrist pisze:Podobno Franciszek z Asyżu zwany przez niektórych świętym, posiadał jedynie Ewangelie Mateusza a jednak wystarczyło mu tu aby żyć ewangelią udzielając praktycznie współczucia ubogim głosząc im ewangelię o Jezusie. :)


Nie słyszałem o tym :) W każdym razie myślę, że wielu analfabetów też dostąpiło zbawienia i nie przeszkodził im brak umiejętności czytania. Po prostu żyli według tego co Bóg wpisuje w ludzkie serca.


Awatar użytkownika
InChrist
Posty: 1781
Rejestracja: 02 cze 2012, 10:12
wyznanie: Kościół Zielonoświątkowy
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: InChrist » 19 wrz 2013, 14:58

Klangman pisze:
InChrist pisze:Podobno Franciszek z Asyżu zwany przez niektórych świętym, posiadał jedynie Ewangelie Mateusza a jednak wystarczyło mu tu aby żyć ewangelią udzielając praktycznie współczucia ubogim głosząc im ewangelię o Jezusie. :)

Nie słyszałem o tym :) W każdym razie myślę, że wielu analfabetów też dostąpiło zbawienia i nie przeszkodził im brak umiejętności czytania. Po prostu żyli według tego co Bóg wpisuje w ludzkie serca.

Lub co usłyszeli uszami, bowiem ewangelia zanim została spisana przekazywana była głównie ustnie.


I am a happy man because I am in Christ!

Jestem szczęśliwym człowiekiem, bo jestem w Chrystusie!
Klangman
Posty: 2418
Rejestracja: 26 maja 2013, 18:37
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Klangman » 20 wrz 2013, 21:53

InChrist pisze:
Klangman pisze:
InChrist pisze:Podobno Franciszek z Asyżu zwany przez niektórych świętym, posiadał jedynie Ewangelie Mateusza a jednak wystarczyło mu tu aby żyć ewangelią udzielając praktycznie współczucia ubogim głosząc im ewangelię o Jezusie. :)

Nie słyszałem o tym :) W każdym razie myślę, że wielu analfabetów też dostąpiło zbawienia i nie przeszkodził im brak umiejętności czytania. Po prostu żyli według tego co Bóg wpisuje w ludzkie serca.

Lub co usłyszeli uszami, bowiem ewangelia zanim została spisana przekazywana była głównie ustnie.


Dokładnie.



Wróć do „Teologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości