Chrześcijanin błądzi

Dział pomocy przeznaczony dla osób poszukujących - nie będących członkami kościołów protestanckich. Tutaj możecie postawić swoje pytanie, wątpliwości, prośbę o radę, itd. Uwaga: odpowiedzi mogą udzielać wyłącznie osoby należące do kościołów protestanckich.
sylwia.ziel
Posty: 1
Rejestracja: 13 maja 2018, 22:46
wyznanie: nie chce podawać
O mnie: Chrześcijanka; wyznania brak, z sympatią do protestantyzmu, lat 23
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Chrześcijanin błądzi

Postautor: sylwia.ziel » 13 maja 2018, 23:13

Chwała Bogu.

Jestem tu nowa; nigdy nie sądziłam, że będę szukać potencjalnych odpowiedzi właśnie na forum. Pozwolę sobie poniżej zarysować przebieg wydarzeń, które doprowadziły mnie do punktu, w którym się znalazłam - mam nadzieję, że to bardziej rozjaśni specyfikę pytania.
Przepraszam, jeśli wypowiedź będzie powtarzalna lub zbyt długa.
Proszę o odpowiedź tych, których nie znudzę; naprawdę nie mam kogo zapytać o zdanie.

Mam 23 lata. Mój ojciec zmarł, kiedy byłam młoda; jego rodzina to alkoholicy. Moja matka pochodzi ze wschodu; mówi o sobie, że straciła połowę rodziny, kiedy jej rodzeństwo przeszło na prawosławie; uważa się za ateistyczną bohaterkę, która nie dała się zwieść pokusie "innej wiary"; obala prawdziwość i natchnienie Pisma Świętego; przeżyła bardzo wiele przykrych, patologicznych rzeczy z rąk swoich rodziców i nigdy nie podjęła leczenia. To odcisnęło na niej piętno.

Wychowywała mnie odrobinę starsza siostra - mama, zupełnie sama, całymi dniami próbowała zarobić na utrzymanie. Siostra brała wiele narkotyków - w rozmaitej postaci; kiedy dorastałam, jej wykształcony pod wpływem chemicznych środków, "nowoczesny" światopogląd - oraz związane z nim praktyki - przenikały stopniowo do konstrukcji mojej osobowości. Innymi słowy - uważałam, że ma "świętą rację" i sama brałam rozmaite środki, aby "wystarczająco się otworzyć".

Kiedy byłam w pierwszej gimnazjum, przeprowadziłyśmy się do pewnego faceta, który później stał się moim ojczymem.
W drugiej gimnazjum próbowałam się zabić. To wtedy przyjaciółka podarowała mi Biblię Tysiąclecia i kilka innych książek. Zaczęłam czytać książki, kiedy miałam pięć lat; Biblia w drugiej gimnazjum była racjonalnym rozwiązaniem; nie chodziłam do kościoła - "rodzinnego", katolickiego - za to czytałam Biblię i modliłam się tak, jak mnie nauczyła. Później uczestniczyłam w tzw. "młodzieżówkach" i protestanckich konferencjach; odwiedziłam różne typy zborów zielonoświątkowych; nie popełniłam samobójstwa, jak widać. Uważałam się za nawróconą, przeżyłam naprawdę wiele rzeczy, które mnie utrzymywały w tym przekonaniu.

Rodzice jednak nie pozwalali mi praktykować religii, szczególnie protestanckiej. Matka obiecywała, że mnie wydziedziczy, jeśli będę upierała się przy kontynuowaniu tego kierunku duchowego rozwoju.
Robiłam wiele rzeczy po kryjomu... dopóki się nie złamałam.
Połączenie różnych wydarzeń, także rodzinnych - wpływ siostry, problemy matki, krzywda, którą wyrządzał mi ojczym - połączone z moimi własnymi problemami związanymi z zaburzeniami lękowymi, oraz odseparowanie od jakiejkolwiek społeczności, która wyrażałaby chociaż chęci do życia z Bogiem - wszystko to sprawiło, że naprzemiennie zbliżałam się - bardzo emocjonalnie i gorliwie, teraz się tego wstydzę - do Boga i oddalałam się od niego.

W końcu pozwoliłam sobie na całkowite rozluźnienie. Wytłumaczyłam to sobie następująco: "i tak nie potrafię być taka, jaką on chciałby mnie widzieć. Robię straszne rzeczy. Odchodziłam od niego zbyt wiele razy". Pomimo wyraźnego, proroczego ostrzeżenia, brnęłam w świat, który uprzednio zaprowadził mnie na skraj przepaści. Zawsze mi się wydawało, że jeżeli odseparuję się od rodziców, będzie mi łatwiej być sobą, to znaczy - być bliżej Boga.

Teraz nie mam kontaktu z rodziną. Zerwałam go. Teoretycznie nic i nikt nie powstrzymuje mnie od podążania ścieżką, którą wybrałam lata temu.

Tylko nie wiem, jak to zrobić. I czy w ogóle mogę. Stąd moje pytanie, zupełnie poważne:
czy mogę wrócić do Boga bez względu na to, ile razy - bezczelnie i z premedytacją - występowałam przeciwko niemu, jego Słowu, jego przykazaniom? Czy "kameleon" ma szansę wrócić do Boga?
Moja własna, depresyjna osobowość sprawia, że nie potrafię definiować siebie inaczej, niźli poprzez łatkę "odstępcy", "wiarołomcy", kogoś przeklętego.

To może się wydać głupie, jednak... proszę o odpowiedź. JAK wraca się do Boga? I w ogóle?


Awatar użytkownika
KAAN
Posty: 17819
Rejestracja: 12 sty 2008, 11:49
wyznanie: Kościół Wolnych Chrześcijan
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Chrześcijanin błądzi

Postautor: KAAN » 14 maja 2018, 10:03

sylwia.ziel pisze:...czy mogę wrócić do Boga bez względu na to, ile razy - bezczelnie i z premedytacją - występowałam przeciwko niemu, jego Słowu, jego przykazaniom? Czy "kameleon" ma szansę wrócić do Boga?
Bóg przebacza wszystkie grzechu, jeśli ukorzysz się przed Panem Bogiem i uwierzysz, zaufasz Panu Jezusowi to wszystkie grzechy zostaną ci przebaczone a ty staniesz się dzieckiem Bożym. Może zabrzmi to źle dla ciebie, ale trwanie w grzechu i w świecie nie jest oznaką tego że kiedyś się nawróciłaś, przeciwnie; twoje uczynki były dowodem na to że nie zaufałaś Panu Jezusowi do końca. Dlatego tym większa będzie radość w niebie z powodu twojego nawrócenia, nie tylko w niebie, ale wszyscy którzy się o tym dowiemy będziemy się cieszyć razem z tobą aż do łez szczęścia.

Moja własna, depresyjna osobowość sprawia, że nie potrafię definiować siebie inaczej, niźli poprzez łatkę "odstępcy", "wiarołomcy", kogoś przeklętego.
Każdy grzesznik jest przeklęty i pójdzie do piekła (jeśli się nie nawróci), dobrze że widzisz grzech jako coś strasznego, przeklętego, to dobrze, bo to znaczy że Bóg dał ci łaskę możliwości decyzji, a Duch Święty porusza twoje serce wskazując na twój grzech i świętego Pana Boga.
Pan Jezus umarł na krzyżu za nas grzeszników nie wtedy gdy byliśmy dobrzy, ale właśnie wtedy gdy byliśmy totalnie zdeprawowani, wrodzy, nieprzejednani, zabójcy, oszczercy, złodzieje, prostytutki, siewcy złego, bluźniercy, bałwochwalcy, najgorszy kanał. On nas umiłował i zbawił...

To może się wydać głupie, jednak... proszę o odpowiedź. JAK wraca się do Boga? I w ogóle?
Módl się do Pana Boga i szczerze poproś o pomoc Ducha, aby twoje serce naprawił i zrodził twojego ducha na nowo. Z Panem Bogiem w sprawach zbawienia rozmawia się tylko w modlitwie. Potem przyjdzie czas na inne sprawy, jak poszukanie społeczności, która będzie ci w stanie zapewnić pokarm duchowy do wzrostu.


Albowiem łaską zbawieni jesteście, przez wiarę i to nie z was, Boży to dar, nie z uczynków, aby się ktoś nie chlubił.
ZbiMacz
Posty: 371
Rejestracja: 07 lis 2016, 22:20
wyznanie: Kościół Ewangelicznych Chrześcijan
O mnie: "Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe." BW - List św. Pawła do Rzymian 10 10:17
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Chrześcijanin błądzi

Postautor: ZbiMacz » 14 maja 2018, 10:21

sylwia.ziel pisze:Chwała Bogu.


Tylko nie wiem, jak to zrobić. I czy w ogóle mogę. Stąd moje pytanie, zupełnie poważne:
czy mogę wrócić do Boga bez względu na to, ile razy - bezczelnie i z premedytacją - występowałam przeciwko niemu, jego Słowu, jego przykazaniom? Czy "kameleon" ma szansę wrócić do Boga?
Moja własna, depresyjna osobowość sprawia, że nie potrafię definiować siebie inaczej, niźli poprzez łatkę "odstępcy", "wiarołomcy", kogoś przeklętego.

To może się wydać głupie, jednak... proszę o odpowiedź. JAK wraca się do Boga? I w ogóle?


Pomimo twoich wątpliwości Bóg na ciebie czeka, a to że widzisz problem może być objawem że łaska zaczyna w tobie działać. Nic na siłę. Módl sie i czytaj Słowo Boże. Na początek Nowy Testament i Psalmy. Przydałaby się tobie wspólnota która by pomogła w tych pierwszych krokach i wsparła modlitwą.
Z Bogiem!


"Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza." BW - 1 List św. Jana 5 5:4
Awatar użytkownika
MrSponge
Posty: 1594
Rejestracja: 26 lip 2013, 13:16
wyznanie: Protestant
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Chrześcijanin błądzi

Postautor: MrSponge » 14 maja 2018, 18:26

sylwia.ziel pisze:(...)

Witaj! Przeżyłaś koszmar. Życie z takim bagażem emocji i doświadczeń jest z pewnością nie lada wyzwaniem dla Ciebie, więc chciałbym Ci powiedzieć, że w jakimś stopniu podziwiam Twoją odwagę i siłę. Wiemy oboje, że sama z siebie raczej byś tego nie udźwignęła, więc chyba Bóg czuwał nad Tobą nawet w czasie, gdy nie było Cię w "domu". Pomyśl o tym w ten sposób... Ktoś dał Ci tę siłę, aby wstawać każdego dnia rano i żyć... Nie do końca "świat" wciągnął Cię nosem i wypluł spuszczając po tobie hektolitry wody. Tli się w Tobie światło miłości Bożej, które ktoś kiedyś Ci zwiastował. Na tyle skutecznie, że jesteś tu dzisiaj i Twoje sumienie nie pozwala Ci już dłużej marnować czasu bez Boga... :-D
sylwia.ziel pisze:Teraz nie mam kontaktu z rodziną. Zerwałam go. Teoretycznie nic i nikt nie powstrzymuje mnie od podążania ścieżką, którą wybrałam lata temu.

Trzeba będzie ten kontakt wznowić - kiedy? Sama wybierzesz czas, bo to może być w przyszłości dla Twoich bliskich świadectwo Bożej Łaski i ratunek.
sylwia.ziel pisze:czy mogę wrócić do Boga bez względu na to, ile razy - bezczelnie i z premedytacją - występowałam przeciwko niemu, jego Słowu, jego przykazaniom?

Zawsze możesz wrócić do domu. Bóg jest jak Ojciec (no On jest Ojcem w sumie) i tak nas traktuje. Gdy kiedyś będziesz miała swoje dzieci (czego Ci z całego serducha życzę, o ile jeszcze nie masz), otworzą Ci się oczy na nowy wymiar miłości. Ta miłość będzie bliższa zrozumieniu tego czym darzy nas Bóg. On wybaczy Ci wszystko, ale musisz do Niego wrócić w modlitwie, szczerej i połączonej z wyznaniem grzechów. Dobrze by było pogadać z kimś nawróconym, kto mógłby Ci pomóc przejść tę drogę. Chrześcijaństwo to nie jest ja i Biblia, a Biblia nie jest instrukcją jak uzyskać zbawienie. Chrześcijaństwo to, cytując Pawła, droga w którą wyruszasz z Chrystusem. Wyboista będzie, ale na szczęście jego ręka dobrze "resoruje"... :->
sylwia.ziel pisze:Czy "kameleon" ma szansę wrócić do Boga?

Jasne... Przede wszystkim musisz zrozumieć swój stan, przeanalizować swoje życie, epizod z Kościołem Zielonoświątkowym i to co było potem. Musisz się ukorzyć przed Bogiem, uznać swój grzech, odwrócić się od niego i żyć z Chrystusem. To nie będzie łatwe, ale z Jego pomocą, z pomocą Ducha Świętego można wszystko zmienić... Serio. Ja wiem, że jak to się czyta - to słabo to wygląda, ale w Kościele pełno masz ludzi, którzy swoim życiem mogą Ci pokazać czym jest Miłość i Łaska naszego Pana.
sylwia.ziel pisze:Moja własna, depresyjna osobowość sprawia, że nie potrafię definiować siebie inaczej, niźli poprzez łatkę "odstępcy", "wiarołomcy", kogoś przeklętego.

No to idealne towarzystwo znalazłaś - sami heretycy. Kociarze... Innowiercy... Wywrotowcy... Taaaa...
"Niemiecka wiara" jeszcze kiedyś słyszałem. :lmao:
sylwia.ziel pisze:To może się wydać głupie, jednak... proszę o odpowiedź. JAK wraca się do Boga? I w ogóle?

Jak wyżej. Jak się wraca do kogoś, kto nas kocha? Bez strachu... Stajesz taka, jaka jesteś.

Niech Cię Pan Błogosławi


Dz 4:12 BW: I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.
Ga 2:16 BW: wiedząc wszakże, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek.
Awatar użytkownika
magda
Posty: 12148
Rejestracja: 29 cze 2012, 23:27
wyznanie: Brak_denominacji
Lokalizacja: Warszawa
O mnie: Wierzę w 5 sola Jezus jest moim panem
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Chrześcijanin błądzi

Postautor: magda » 14 maja 2018, 22:29

sylwia.ziel pisze:JAK wraca się do Boga?

przeczytaj po prostu o synu marnotrawny jak on wrócił też tak się podle czuł jak ty a popatrz teraz na Ojca jak go przyjął i ciebie też tak samo wspaniale przyjmie .

Łk 15:11-24 bw
(11) Potem rzekł: Pewien człowiek miał dwóch synów.
(12) I rzekł młodszy z nich ojcu: Ojcze, daj mi część majętności, która na mnie przypada.
Wtedy ten rozdzielił im majętność.
(13) A po niewielu dniach młodszy syn zabrał wszystko i odjechał do dalekiego kraju, i tam roztrwonił swój majątek, prowadząc rozwiązłe życie.
(14) A gdy wydał wszystko, nastał wielki głód w owym kraju i on zaczął cierpieć niedostatek.
(15) Poszedł więc i przystał do jednego z obywateli owego kraju, a ten wysłał go do swej posiadłości wiejskiej, aby pasł świnie.
(16) I pragnął napełnić brzuch swój omłotem, którym karmiły się świnie, lecz nikt mu nie dawał.
(17) A wejrzawszy w siebie, rzekł: Iluż to najemników ojca mojego ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę.
(18) Wstanę i pójdę do ojca mego i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, (19) Już nie jestem godzien nazywać się synem twoim, uczyń ze mnie jednego z najemników swoich.
(20) Wstał i poszedł do ojca swego.
A gdy jeszeze był daleko, ujrzał go jego ojciec, użalił się i pobiegłszy rzucił mu się na szyję, i pocałował go.
(21) Syn zaś rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim.
(22) Ojciec zaś rzekł do sług swoich: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie też pierścień na jego rękę i sandały na nogi, (23) I przyprowadźcie tuczne cielę, zabijcie je, a jedzmy i weselmy się, (24) Dlatego że ten syn mój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się.
I zaczęli się weselić.

Myśl o sobie że ty wracasz do swojego Ojca , kochającego , bo taki jest twój Ojciec w Niebie i jak widać cały czas był przy tobie jego Duch bo stale cię nakłaniał do powrotu do słowa Bożego jesteś inna niz twoja rodzina jesteś powołana przez Boga , moze kiedyś ich nawrócisz. na razie sama idź za Jezusem wytrwale to trafisz do domu Ojca bo to Jezus jest Drogą innej je ma, I jeszcze to:

Łk 15:3-7 bw
(3) Powiedział im więc takie podobieństwo: (4) Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie pozostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustkowiu i nie idzie za zgubioną, aż ją odnajdzie? (5) A odnalazłszy, kładzie ją na ramiona swoje i raduje się.
(6) I przyszedłszy do domu, zwołuje przyjaciół i sąsiadów, mówiąc do nich: Weselcie się ze mną, gdyż odnalazłem moją zgubioną owcę! (7) Powiadam wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania


Hi 42:7 bw ".... Mój gniew zapłonął przeciwko tobie i przeciwko dwom twoim przyjaciołom, ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój sługa Job."
Awatar użytkownika
berecik
Posty: 142
Rejestracja: 12 maja 2015, 13:17
wyznanie: Inne ewangeliczne
Lokalizacja: strefa anglosaska, w tym Netherlands
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Chrześcijanin błądzi

Postautor: berecik » 22 maja 2018, 01:59

Nie wiem, czy są tacy, którzy nie upadali po nawróceniu. Te upadki mogą być różne, różnie mogą wyglądać. Po niektórych nic nie widać, inni są zdrowo poturbowani.
Zawsze jest czas powrotu. Ile razy upadłaś, nie ma znaczenia. Jeśli czujesz, że możesz się podnieść, trzeba korzystać.
Całe życie uczymy się siebie, czym jest miłość.
Ona daje siłę.


Daj mądrość wodzom w ich wojowaniach,
Błogosław Antka w nowych zadaniach,
Stół tych co Ciebie, miłosci szukają,
Daj pokój prawym,
Sąd... co zdradzają.

"Pan nierychły do gniewu i bardzo łaskawy przebacza winę i występek, choć nie pozostawia bez kary, lecz za winę ojców nawiedza synów do trzeciego i do czwartego pokolenia."
(4 Moj. 14:18) ... (Ps. 86:15) ...
Awatar użytkownika
magda
Posty: 12148
Rejestracja: 29 cze 2012, 23:27
wyznanie: Brak_denominacji
Lokalizacja: Warszawa
O mnie: Wierzę w 5 sola Jezus jest moim panem
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Chrześcijanin błądzi

Postautor: magda » 22 maja 2018, 02:09

Ja uważam ze jesdnak się upada nawet wiele razy , I też uważam ze djabeł nie zostawia w spokoju nawet nowonarodzonych przecież chce zwiesść jeśli to możliwe nawet wybranych, wiec próbował będzie i ataki na nas są stale czsem nam się udaje wygrać a czasem trzeba się podnośić z upadku , naprawiać co źle wyszło i tak w kółko ale z pomocą Boga damy radę , łatwo nie ma być.


Hi 42:7 bw ".... Mój gniew zapłonął przeciwko tobie i przeciwko dwom twoim przyjaciołom, ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój sługa Job."
typisb
Posty: 24
Rejestracja: 21 maja 2018, 21:22
wyznanie: Inne protestanckie
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Chrześcijanin błądzi

Postautor: typisb » 31 maja 2018, 19:23

A lubię cytować Pawła z Tarsu, zresztą podziwiam tego gościa, już tak na marginesie. Kiedyś zebrałem się w sobie i zobaczyłem ile kilometrów i to w terenie niecałkowicie równym przemierzył na piechtę głosząc SŁOWO. No dobra, pływał i może też trochę na osiołku, ale piechotką przeszedł sporo :->
Ale wracając do sedna, nie wiem jakie to straszne rzeczy uczyniłaś, ale miło przeczytać:
...Dzięki składam Temu, który mnie umocnił, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, że uznał mnie za godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi sobie mnie, ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ działałem z nieświadomością, w niewierze. A nad miarę obfita okazała się łaska naszego Pana, wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie. Nauka to godna wiary i zasługująca na całkowite uznanie, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą na życie wieczne. A Królowi wieków, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, Bogu samemu – cześć i chwała na wieki wieków. Amen.



Wróć do „Dla poszukujących”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 18 gości