Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Masz pytanie? Zapytaj tutaj. Tematy niepasujące do innych działów.
Awatar użytkownika
Terebint
Posty: 1027
Rejestracja: 14 maja 2008, 08:35
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: Słupsk
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Postautor: Terebint » 28 lip 2018, 14:13

Film jest dostępny na youtube: https://www.youtube.com/watch?v=BgyV7pa2ZOc

Chciałoby się komuś, kto zna angielski przetłumaczyć to?


"Starannie zbadałem, co oznacza słowo heretyk i nie mogę stwierdzić, by oznaczało cokolwiek poza tym jednym: heretyk to człowiek, z którym się nie zgadzasz" - Sebastian Castellio
"Non clamor sed amor sonat in aure Dei" - "Nie krzyk, ale miłość dociera do uszu Boga"
"Człowiek który uwierzy, że jest ofiarą spisku zaczyna się zachowywać jak ofiara"
Awatar użytkownika
magda
Posty: 12271
Rejestracja: 29 cze 2012, 23:27
wyznanie: Brak_denominacji
Lokalizacja: Warszawa
O mnie: Wierzę w 5 sola Jezus jest moim panem
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Postautor: magda » 02 sie 2018, 17:39

Teraz angielski zna prawie każdy wiec niekiniecznie trzeba tłumaczyć, to jednak duża robota żeby to zrobić a ludzie czasu nie mają. Do tego shizofrenia to demoniczna choroba jeśli w ogóle choroba , demon opuszcza człowieka i wyglada jak wyleczony sama znam kobietę co właśnie jej schizofrenia kilka lat temu minęła a przed tem słyszała głosy co jej kazły byc agresywnym w stasunku do brata i rodziców , te głosy to niby co???? Jezus by demona wyrzucił i po problemie.


Hi 42:7 bw ".... Mój gniew zapłonął przeciwko tobie i przeciwko dwom twoim przyjaciołom, ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój sługa Job."
Awatar użytkownika
Terebint
Posty: 1027
Rejestracja: 14 maja 2008, 08:35
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: Słupsk
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Postautor: Terebint » 14 sie 2018, 18:01

Jakby ktoś się jednak taki chętny znalazł to byłoby super. Chodzi o samo przetłumaczenie. Nie trzeba wstawiać napisów do filmów. Z tym sobie poradzę.


"Starannie zbadałem, co oznacza słowo heretyk i nie mogę stwierdzić, by oznaczało cokolwiek poza tym jednym: heretyk to człowiek, z którym się nie zgadzasz" - Sebastian Castellio
"Non clamor sed amor sonat in aure Dei" - "Nie krzyk, ale miłość dociera do uszu Boga"
"Człowiek który uwierzy, że jest ofiarą spisku zaczyna się zachowywać jak ofiara"
Ufna
Posty: 73
Rejestracja: 07 mar 2016, 13:02
wyznanie: Kościół Chrześcijan Baptystów
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Postautor: Ufna » 18 sie 2018, 22:14

Cóż, miałam dzisiaj trochę czasu i udało mi się przetłumaczyć pierwsze 17 minut filmu. :-) Były pojedyncze wyrażenia albo słowa, których nie rozumiałam, więc w takich przypadkach starałam się je pomijać, ale mam nadzieję, że nie popełniłam jakichś rażących błędów. Proszę! Może kiedyś uda mi się przetłumaczyć ostatnie 10 minut, ale nie chcę obiecywać, że zrobię to jutro, bo możliwe, że będę miała inne zajęcia. Tłumaczenie poniżej.


Byłem opuszczony przez przyjaciół i rodzinę. To była moja czarna godzina. Ale… Jezus mnie zbawił. Oto moje świadectwo.

CZAS ŚWIADECTW
„A oni zwyciężyli go przez krew Baranka i przez słowo świadectwa swojego” (Objawienia 12,11)

– Witam w kolejnej edycji „Czasu świadectw” ze mną, Dougiem Harrisem. „Czas świadectw” jest programem, w którym możemy dostrzec, czego Bóg dokonał w życiu poszczególnych ludzi, zabierając ich z miejsca, w którym byli, do tego, którego On chce dla nich. Dzisiaj świadectwa udzieli nam Andrew Goodwin – Andrew, dziękujemy ci, że jesteś z nami. To niesamowita historia! Już ją znam, oczywiście (śmiech) i myślę, chcielibyśmy się nią podzielić z ludźmi. Zacznijmy od twojego wczesnego dzieciństwa, zacząłeś mieć przerażające wyobrażenia – czy mógłbyś opowiedzieć, co się wtedy wydarzyło?

– Cóż, pierwszą rzeczą, jaką pamiętam, jest pewne dziwne doświadczenie. Miałem wtedy około czterech lat. Moja mama poganiała mnie, bym się szykował do kąpieli. Idąc do niej do łazienki po schodach, spojrzałem w górę, i tam, na szczycie schodów ujrzałem postać: to była zielona istota, wysoka na cztery stopy, miała zielone oczy i patrzyła na mnie złym, sadystycznym wzrokiem. Stanąłem tam, zastygnąwszy w przerażeniu – wydawało mi się, że na długi czas, ale prawdopodobnie to trwało tylko kilka sekund. Zaraz potem pobiegłem do mamy: „Mamusiu, mamusiu, tam jest potwór na szczycie schodów!” Ona na to: „Co ty, niemożliwe” – i zabrała mnie z tych schodów do łazienki. Ale ja byłem wciąż zszokowany, przerażony. Kiedy jesteś dzieckiem, ludzie często powtarzają, że nie ma takich rzeczy jak potwory. Ale ja naprawdę coś widziałem, i to mnie naprawdę przestraszyło. Mama zajrzała pod łóżko i do komody – nie było żadnych potworów – położyła mnie do łóżka i tam już mnie zostawiła. Mieszkaliśmy w tym domu jeszcze przez półtorej roku po tym zdarzeniu. Pamiętam, że zawsze, kiedy szedłem się kąpać, bardzo często czułem jakby czyjąś obecność.

– Już nigdy więcej nie zobaczyłeś tej postaci?

– Nie, nigdy.

– Ale czułeś, że coś tam jest?

– Tak, to było jakby to widzenie utkwiło we mnie na stałe, ten strach też. Moja młodsza siostra miała wtedy tylko rok i często myślałem „co będzie z moją siostrzyczką?”, chciałem ją ochronić, jak mogłem. Półtorej roku później się wyprowadziliśmy i na szczęście wtedy ten etap się zakończył.

– Przypuszczam, że jednak coś podobnego zostało z tobą, kiedy dorastałeś. Twój brak zaufania w tamtym czasie… Jak to właściwie wpłynęło na twój rozwój?

– Myślę, że kiedy doświadczamy rzeczy, których nie możemy wyjaśnić, na pewnym poziomie ciągną one za sobą skutki. Zdecydowanie to zdarzenie wpłynęło na moje dzieciństwo, dorastanie. Wpłynęło na moje zaufanie – niekoniecznie brakowało mi tego zaufania przez cały czas, jednak z pewnością przyczyna jego braku tkwiła właśnie w tamtym zdarzeniu.

– Wiem, że to wszystko się trochę na siebie nakłada, ale przenieśmy się teraz do czasu, kiedy miałeś dziesięć lat – do twoich traumatycznych doświadczeń.

– Tak, kiedy miałem dziesięć lat przebywałem z przyjacielem rodziny, jak to często robiliśmy. Byliśmy tylko we dwójkę, nie było nikogo oprócz nas. On był jakieś cztery lata starszy ode mnie i byliśmy dość blisko, spędzaliśmy mnóstwo czasu grając w gry komputerowe. Wtedy się zdarzyło, że zostałem wykorzystany seksualnie. To było dla mnie bardzo trudne. Przez cały czas, kiedy to się działo – byłem świadomy tego, co się działo w tym pokoju z nim – ale w tym samym czasie słyszałem katatoniczne głosy, śmiejące się ze mnie. Do tego dochodziły także halucynacje, i to mnie przerażało. To była ciągle ta sama rzecz i działa się bez przerwy. Później nie mogłem patrzeć na rodziców mojego przyjaciela. Nikomu o tym wszystkim nie powiedziałem – przez długi, długi czas.

– Co właściwie ciebie powstrzymywało – strach, wstyd? Dlaczego nie mogłeś się tym podzielić z innymi? Zawsze mówimy młodym ludziom, że jeśli takie rzeczy się dzieją, to trzeba o tym komuś powiedzieć, ale kiedy to dotyka nas – nie potrafimy tego zrobić.

– Myślę, że to wszystko miało źródło w moim wczesnym dzieciństwie. Wrócę do tego czasu, jak pierwszy raz zobaczyłem tamtego potwora. Były rzeczy, które jakby do mnie mówiły na poziomie podświadomości. Miałem dziwne sny, dziwne halucynacje. Pamiętam, że to było prawie tak, diabeł mówił przez całe moje życie „Nie możesz ufać ludziom. Nie możesz ufać swojej rodzinie. Oni nie mogą się tobą zaopiekować. Oni nie mogą ciebie ochronić”. Nie miałem powodów, by temu nie wierzyć. Kiedy te rzeczy się wydarzyły, to spowodowało, że się wycofałem z zaufania, już nikomu nie mogłem ufać. W samotności, w całym tym bólu – no wiesz, nie miałem do kogo pójść, nikomu nie ufałem, nie mogłem przyjść do moich rodziców na takim wyższym poziomie – byłem zupełnie sam. Życie wydawało mi się takim pustym miejscem. Nie miałem do kogo się zwrócić.

– Cóż, to było wystarczająco złe – o ile w ogóle jest to możliwe, by te sprawy potoczyły się jeszcze gorzej. Lecz potem zacząłeś chodzić na spotkania i ostatecznie zostałeś zdiagnozowany jako schizofrenik. Opowiedz nam, w jaki sposób tego doświadczyłeś. Ludzie patrzą na ludzi ze schizofrenią i myślą, że to jest żart – oczywiście, że tak nie jest! Jak się z tym czułeś, kiedy zostałeś wreszcie zdiagnozowany?

– To było bardzo trudne. Jak dostałem tę diagnozę (oczywiście poprzedziło ją wiele innych poważnych wydarzeń), wciąż nie mogłem w to uwierzyć. Myślę, że do czasu, kiedy otrzymałem tę diagnozę, nie wierzyłem w to, że jestem chory, przecież jestem w porządku! Miałem pokręcony obraz rzeczywistości, byłem bardzo zniszczony. Oczywiście zanim dostałem tę diagnozę, byłem chory już od jakiegoś czasu, ale nikt tego nie zauważył. W wieku 14 lat zacząłem palić marihuanę, w wieku 15 lat już robiłem to codziennie, to była jakby ucieczka. Nigdy nie miałem przyjaciela, który by mnie dobrze znał. Kiedy w końcu byłem już zupełnie załamany, to mój tata pierwszy zauważył, że mam jakiś problem. Moi rodzice całe życie pracowali z ludźmi chorymi psychicznie. Mój tata zauważył, że mam problem, jak pewnego dnia wrócił z pracy, zobaczył, że siedziałem w salonie, wpatrzony w telewizor, próbując użyć telepatycznych sił, żeby manipulować rzeczami, które działy się w telewizji. Jedną z zabawnych rzeczy związanych z chorobami psychicznymi jest to, że ludzie ze schizofrenią mają taki jakby zmysł połączenia w głębszy sposób ze rzeczami, które się dzieją. Ja nie oglądałem telewizji tak, jak normalni ludzie, tak dla rozrywki. To było tak, jakby było jakieś bezpośrednie powiązanie między moim życiem a tym, co leciało w telewizji.

– Ale wtedy, jak mówisz, przyszedł twój tata i natychmiast zauważył, że coś jest nie tak. Ale dla ciebie to była rzeczywistość.

– Zdecydowanie! Ale jednocześnie w tym samym czasie rzeczywistość nie miała żadnego sensu. Wiedziałem, że to wszystko, co dzieje się wokół mnie, jest prawdziwe, ale to nie miało sensu. Kiedy podrosłem, kiedy zostałem zdiagnozowany jako paranoidalny schizofrenik – dla mnie to była kolejna gra pozorów i ja tego nie akceptowałem. Straciłem wszystkich przyjaciół i myślę, że straciłem całą nadzieję, jaką miałem w życiu, że moje życie ma jakiekolwiek znaczenie.

– Zatem byłeś nastolatkiem, który powinien patrzeć w swoim życiu do przodu, lecz dla ciebie nie było żadnej przyszłości.

– Zgadza się. Kiedy miałem 17 lat, powiedzieli mi, że nigdy nie będę zdolny do pracy, nie będę prowadził samochodu, będę na lekach do końca mojego życia. Byłem zniszczony, bez nadziei, a wtedy oni powiedzieli mi jeszcze to. To było jakby zniszczyli wszystko to, co było dla mnie światłem, wprowadzili mnie w jeszcze większą depresję. Nie chciałem o tym mówić przyjaciołom, właściwie to sprawiło, że zacząłem brać jeszcze więcej narkotyków, spowodowało, że chciałem uciec…

– Czyli brałeś lekarstwa, ale mimo to cały czas też przyjmowałeś nielegalne substancje, tak?

– Tak, różne rodzaje narkotyków.

– Czy któraś z tych rzeczy ci pomagała?

– Lekarstwa? Myślę, że w jakimś stopniu pomagały. Uspokajały mój umysł. Ale nie dawały mi żadnej nadziei. Po prostu pomagały mi się tak bardzo z tym nie szarpać. Ale zabierały niczego ode mnie. Nie czułem się zdolny, żeby móc sobie sam poradzić. Nie radziłem sobie w ogóle.

– Dość dołujące. Jak to było wstawać z łóżka każdego dnia? Jak się mierzyłeś z takim dniem? Pytam, ponieważ jestem przekonany, że wielu ludzi to ogląda. Mogą dostrzec tę zależność od tego, gdzie byłeś (dzięki Bogu, nie jesteś w piekle, ale równie dobrze mógłbyś wtedy tam być). Jak się z tym czułeś dzień po dniu i jak siebie motywowałeś, żeby iść do przodu?

– Życie wydawało mi się wówczas okropnym cyklem. Były takie dni, że nie chciałem iść spać, bo miałem koszmary. Były chwile, że rozważałem samobójstwo. Powodem, dla którego tego nie zrobiłem była myśl, co wtedy będzie z całą moją rodziną. To było bardzo trudne. Bardzo trudne. Myślę, że bycie na narkotykach było lepsze od tego stanu. Szczerze mówiąc nie było nic, co by mnie popychało do przodu. Nie czułem bym miał, po co żyć. Życie było trudne. Byłem osobą, która czuła się przez nikogo nie rozumiana, czułem się samotny, odizolowany, zdesperowany, bez nadziei. Od czasu do czasu miałem ludzi, którzy ze mną rozmawiali i czułem, że to jest przyjaźń. Ale były dni, że nawet nie wstawałem z łóżka. Były dni, że płakałem bez powodu, bo czułem się zdesperowany, nie wiedziałem, co robić.

– Ok, już mamy pewien obraz tego, jak było. Oczywiście teraz jesteś zupełnie inny (śmiech). Opowiedz nam, co się stało? Oczywiście wiemy, że to Chrystus zmienił twoje życie. Ale jak On właściwie zatrzymał złe rzeczy w twoim życiu i zapoczątkował zmiany, jak to się stało?

– To zabawne, bo teraz, kiedy patrzę wstecz, widzę, że Bóg działał nawet wtedy, kiedy miałem czternaście, siedemnaście lat – pewne rzeczy się działy. Najważniejsza rzecz, która zapoczątkowała zmiany w moim życiu wydarzyła się, kiedy miałem dwadzieścia lat. Szedłem przez moje miasto, moje rodzinne miasto Redford, i błagałem niebiosa o papierosy, bo nie miałem pieniędzy, to było dość dołujące. Wtedy pewien przyjaciel przedstawił mnie chłopakowi, który był na pierwszym roku szkoły biblijnej. Ten zaczął zadawać pytania na mój temat, powiedziałem, że mam schizofrenię i depresję – i on zaczął mi mówić o Jezusie. To zabawne, bo ja zawsze uważałem siebie za osobę, która wierzy w życie pośmiertne i w jakąś inną rzeczywistość, ale twierdziłem, że źródła tych rzeczy nie da się poznać, bo dochodziłem do konkluzji, że nie możesz poznać prawdy, to zbyt skomplikowane. Ale kiedy on zaczął mi mówić o Jezusie – nie pamiętam słów, które wypowiedział, nie rozumiałem ich – ale w sercu czułem, że to, co mówi, to prawda, nie wiem, w jaki sposób to wiedziałem. Powiedział, że w obliczu całego mojego grzesznego stylu życia Boże plany dla mnie są znacznie wspanialsze, i że Bóg może mnie uratować. Wszystko wskazywało na to, że on znał prawdę. Wierzyłem w to, a jednocześnie nie mogłem w to uwierzyć. Zapytał, czy może się za mnie pomodlić. To była pierwsza po południu w mieście handlowym, ludzie chodzili dookoła, mijali nas – on mnie zaciągnął do rogu, zaczął się modlić. Prosił Boga, by uleczył mnie ze schizofrenii i kiedy zaczął się modlić, wydarzyło się coś niesamowitego: poczułem tę moc przychodzącą na mnie i zanim to sobie uświadomiłem, zamknąłem oczy i miałem ręce ułożone właśnie tak. Byłem na tym całkowicie skupiony, to było tak, jakby niebo upadło na dół, żeby odpocząć w moich dłoniach. W środku czułem, że wszystko się nagle zmieniło. Czułem moc, czułem miłość, to było znacznie silniejsze i wspanialsze niż wszystko, czegokolwiek doświadczyłem w życiu, lepsze niż wzloty na narkotykach, bo to było prawdziwe, to było zmieniające się życie, to było niezwykłe. Czułem tę miłość, pokój, radość – to było niesamowite, bo wcześniej doświadczałem jedynie samotności, ciemności, izolacji, zła. Niektóre myśli, które miałem spiskowały przeciw mojemu umysłowi – no wiesz, miałem głosy, halucynacje. To było jak burza, która nagle została uspokojona. Nagle odzyskałem jasność umysłu. On się o mnie modlił, nie wiem do końca, o co się modlił, ale kiedy skończyliśmy się modlić, otworzyłem oczy i on powiedział: „Andrew, widzę, że Duch Święty jest nad tobą, czy chcesz oddać swoje życie Jezusowi?” I ja wtedy wiedziałem, że to jest rzecz, której potrzebuję. Ten pokój, którego doświadczyłem, był odpowiedzią na wszystkie moje pytania, na wszystko co chciałem wiedzieć. Poprosiłem Boga, by przyszedł do mojego życia, wybaczył moje grzechy, dał mi życie, do którego mnie przeznaczył, zamiast tego bałaganu, który sam z niego zrobiłem. To właśnie był początek.


Awatar użytkownika
Terebint
Posty: 1027
Rejestracja: 14 maja 2008, 08:35
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: Słupsk
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Postautor: Terebint » 20 sie 2018, 08:46

Ufna bardzo Ci dziękuję za Twoją pomoc! Myślę, że takie świadectwo może być dobrym zbudowaniem dla osób cierpiących na takie, i podobne choroby w Polsce. A to akurat straszna choroba, wiem bo mój ojciec był chory... Jeszcze raz dziękuję!


"Starannie zbadałem, co oznacza słowo heretyk i nie mogę stwierdzić, by oznaczało cokolwiek poza tym jednym: heretyk to człowiek, z którym się nie zgadzasz" - Sebastian Castellio
"Non clamor sed amor sonat in aure Dei" - "Nie krzyk, ale miłość dociera do uszu Boga"
"Człowiek który uwierzy, że jest ofiarą spisku zaczyna się zachowywać jak ofiara"
Ufna
Posty: 73
Rejestracja: 07 mar 2016, 13:02
wyznanie: Kościół Chrześcijan Baptystów
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Postautor: Ufna » 20 sie 2018, 19:13

Myślę, że w tych czasach coraz więcej osób cierpi na tego typu choroby - osobiście znam przynajmniej dwie takie osoby, a możliwe, że jest ich w moim otoczeniu jeszcze więcej. Dalsza część wywiadu jest również bardzo ważna, dlatego warto się z nią zapoznać. Poniżej tłumaczenie reszty filmu. Niestety miałam problem z niektórymi zwrotami, np. nie umiem przetłumaczyć tytułu konferencji, na której był Andrew, a też nie miałam zbyt wiele czasu, żeby się w to zagłębiać. Ale myślę, że ogólny sens będzie zrozumiały.


- Niesamowite przeżycie, oddanie życie Chrystusowi, zawierzenie Mu, i tak dalej – wszystkie twoje problemy rozwiązane już na zawsze!

- (śmiech) Ta, chciałbym!

- (rechot) Opowiedz nam o tym. Czasem kiedy ludzie przychodzą z problemami takimi jak twoje, szukają szybkich rozwiązań. Niepodważalne jest to, co powiedziałeś: Bóg Ciebie tego dnia stworzył na nowo.

- Absolutnie!

- Ale nie wszystko zostało rozwiązane. Opowiedz nam o swoich pierwszych dniach jako chrześcijanin.

- Cóż, myślę, że byłem bardzo pobłogosławiony tym człowiekiem, który przyprowadził mnie do Jezusa tamtego dnia na ulicy. On spędził ze mną naprawdę dużo czasu. Gdyby nie on, to możliwe, że by mnie tutaj nie było. Myślę, że Bóg używa ludzi do dyscyplinowania, do spędzania czasu, kochania, opieki i do dzielenia się. On zaprowadził mnie do wielu miejsc, on wiedział, że potrzebuję pomocy. Myślę, że, oczywiście, kiedy oddajesz życie Jezusowi, to wcale nie jest szybkie, proste rozwiązanie. Miałeś tyle problemów przez tyle lat, wygląda to tak, jakby wszystko w twoim życiu było przekręcone i zamieszane – poukładanie tego we właściwy sposób to jest proces, to jest podróż. To mi zajęło około dwunastu lat. Jezus powiedział: „jeśli będziecie moimi uczniami, poznacie prawdę i ta prawda was wyzwoli”. Więc dobrze, wiedziałem, że Bóg jest prawdziwy i że mnie kocha – ale w tym samym czasie byłem wciąż schizofrenikiem. W ciągu sześciu miesięcy, kiedy w ogóle nie widziałem mojego przyjaciela, sprawy tak naprawdę stały się jeszcze gorsze niż przed tym, jak poczułem się lepiej. Kiedy patrzyłem na siebie w lustrze, to było tak jakby demon chciał mnie wkurzyć, bo czułem się samotny. Miałem Biblię, poszedłem do kościoła i oni mi ją dali, byłem tylko dwa razy w kościele w ciągu tych pierwszych sześciu miesięcy odkąd zostałem chrześcijaninem. Dostałem Biblię i próbowałem ją czytać, ale kiedy ją tylko otwierałem, słyszałem głosy krzyczące w mojej głowie, tak, że mimowolnie musiałem ją zatrzasnąć. Ale też pamiętam jak raz otworzyłem Biblię – chyba na liście do Rzymian, to nie ma tutaj aż tak wielkiego znaczenia – i Bóg zrobił tak z moimi oczami, że wszystkie słowa były zamazane, a ja mogłem odczytać tylko jedno słowo: „zaufaj”. To jest właśnie genialna myśl o tym, jaki jest Bóg. On widzi naszą sytuację, On potrafi do nas przemówić, bez względu na to, jak bardzo jesteśmy zagubieni. Bez względu na to, gdzie jesteśmy, jakie mamy problemy, Bóg może do nas przemówić nawet przez nie. Bóg dał mi to słowo, żebym zaufał. Wiedziałem, że bez względu na wszystko będę wierzył, a Bóg mnie uzdrowi, Bóg mnie przez to wszystko przeprowadzi. Po tych sześciu miesiącach znalazłem mojego przyjaciela Paula po raz kolejny, to było super, widziałem, jak idzie przez miasto i otaczał go blask, świecił się jak anioł – pewnie nikt więcej go tak nie widział, tylko ja – tak jakby Bóg zaświecił czymś z nieba. Od tego czasu zaczęliśmy chodzić do kościoła po trzy razy w każdą niedzielę, zakumplowaliśmy się, przychodził do mnie do mieszkania i modlił się ze mną i Duch Święty mnie dotykał, często jak się o mnie modlił, to ja zasypiałem, ale czuję, że podczas snu Bóg też czynił coś we mnie, leczył mnie, restaurował.

- Czy twoje leczenie, o którym mówiłeś… chciałem spytać, czy brałeś cały czas lekarstwa? Jak to się wydarzyło?

- Zostałem zbawiony w październiku, rok później w listopadzie zostałem ochrzczony i potem mówiłem językami, ale mój umysł był wciąż pomieszany. Chrzest był niesamowitym doświadczeniem, czułem się wypełniony mocą Boga. Ale jakieś sześć miesięcy po chrzcie wybraliśmy się na konferencję na temat wolności. Było tam o przekleństwach i demonicznych uwikłaniach i o tym, jak zło dostaje się do naszego życia. Podczas nauczania czułem, że w sposób niekontrolowany, mimowolny zaczynam manifestować, moja twarz przybrała wrogi grymas, którego nie potrafiłem kontrolować, czułem się niekomfortowo, chciałem stamtąd wyjść. Na końcu modlili się za mnie i pytali mnie, co bym chciał odzyskać. Doszliśmy do tego i podczas tej modlitwy doznałem uwolnienia i mnóstwo demonów wyszło ze mnie, i to było niesamowite.

- Czy uważasz, że twoje tendencje do bycia schizofrenikiem są totalnie demoniczne czy myślisz, że poza tym możesz mieć pewne psychiczne skłonności wynikające z tego, co się wydarzyło w twoim życiu? Czy teraz widzisz jakby to było działanie tych dwóch czynników jednocześnie?

- Widzę to tak: Szatan jest zdolny, żeby zamieszać we mnie wszystko, może procesy myślowe, moją percepcję rzeczywistości. Kiedy Bóg wypędza z ciebie te demony, to wszystko może powrócić na właściwie miejsce, do właściwego stanu. Bóg może rozpocząć to odnowienie. Ale nawet to jest procesem. Najpierw następuje uwolnienie, całkowita naprawa przychodzi z czasem.

- Rozumiem twój punkt widzenia, ale chciałbym jeszcze naprostować jedną rzecz. Mówiliśmy o szybkich rozwiązaniach i tutaj jest podobnie: ktoś mówi mam demona, o, demon wychodzi i to już wszystko. Ale musiałeś chodzić z Bogiem, nawet po tym wszystkim, prawda? Nawet po tym oczyszczeniu, po tym uwolnieniu. Czy było coś, czego się nauczyłeś w tamtym czasie?

- (westchnięcie) Myślę, że od czasu, kiedy zostałem zbawiony, Bóg wywarł tak olbrzymi wpływ na moje życie, że ja już tylko chciałem żyć dla niego. Wszystko, czego chciałem, to bardziej poznać Boga. Ta rzeczywistość, w której Bóg przyszedł do mojego życia – i ja wiedziałem, że to prawdziwy Bóg – że nie muszę dłużej cierpieć – dla mnie to było takie ekscytujące, że jest dla mnie jakieś przeznaczenie, przyszłość, życie, że to wszystko jest zaplanowanie! Oczywiście, musisz chodzić za Bogiem. To tak jak byliśmy dziećmi, jakbyśmy mieli pięć lat, On jest naszym Tatusiem, jeśli myślimy, że możemy coś zrobić bez niego, to się mylimy. Bez względu na to, gdzie jesteśmy, musimy stale patrzeć na Niego. To nie jest proste rozwiązanie. Bóg nie po to nas zbawia, żebyśmy mogli sobie pójść i powiedzieć: "ok, już jest ze mną w porządku, mogę żyć znów swoim życiem". Jeśli ludzie tak robią, to wielki wstyd, bo tracą tę relację, radość, którą mogą zyskać mając tę codzienną relację z Panem. Bóg nie chce mieć kolegów, którzy będą od niego niezależni. On jest naszym Ojcem w niebie. Jeśli ktokolwiek myśli, że chce być uwolniony, żeby móc żyć dalej po swojemu, to jest coś nie tak z jego sercem. Może brzmię, jakbym osądzał. To cudowne, jeśli Bóg nas uzdrowił, ale my go nadal potrzebujemy.

- Amen! Spędziłem z tobą wspaniały czas, Andrew. Ale myślę, że właśnie to jest przesłaniem dla naszego życia: pozwól Bogu zrobić z tobą, to co on musi w tobie zrobić – a wtedy służ mu i żyj dla niego. I ty tak robisz, Andrew, niech ci Bóg błogosławi, oby było tak dalej. (Patrząc do kamery) Jeśli cokolwiek w tej historii ciebie poruszyło i sprawiło, że widzisz Boga i odnalazłeś jego uwolnienie i prawdę dla ciebie - do zobaczenia!


Awatar użytkownika
Terebint
Posty: 1027
Rejestracja: 14 maja 2008, 08:35
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: Słupsk
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Uzdrowienie ze schizofrenii - Czy byłby w stanie ktoś to przetłumaczyć?

Postautor: Terebint » 20 sie 2018, 20:00

Dziękuję za resztę tłumaczenia! To ważne świadectwo dla wielu osób! :)


"Starannie zbadałem, co oznacza słowo heretyk i nie mogę stwierdzić, by oznaczało cokolwiek poza tym jednym: heretyk to człowiek, z którym się nie zgadzasz" - Sebastian Castellio
"Non clamor sed amor sonat in aure Dei" - "Nie krzyk, ale miłość dociera do uszu Boga"
"Człowiek który uwierzy, że jest ofiarą spisku zaczyna się zachowywać jak ofiara"

Wróć do „Wszelka inna pomoc”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości